Od przyszłego sezonu zarówno w F1 jak i w F2 w bolidach pojawi się drążek ochraniający głowy kierowców przed uderzeniem. Rozwiązanie to budzi dużo emocji głównie ze względu na estetykę tego rozwiązania. Według kibiców lepiej wyglądało rozwiązanie aeroscreen czy projekt tarczy, ale ze względu na zbyt małą ilość testów i problemy techniczne w innych rozwiązaniach zdecydowano się na HALO.
Całe zamieszanie wokół ochrony głowy kierowców rozpoczęło się po ciężkim wypadku, a w skutku śmiertelnym Julesa Bianchiego. Używa się argumentu, że nawet system HALO nie uratował by francuza przy zderzeniu z traktorem, ale władze i tak zdecydowały się na ochronę głowy. Mimo, że fani nie cieszą się z nowego rozwiązania być może uratuje ono życie któremuś z kierowców.
Dyskusja o bezpieczeństwo nie jest pierwszą w F1, a było ich wile. Szczególnie na poprawę bezpieczeństwa wpływają śmiertelne wypadki. W 1994 roku w jeden weekend na Imoli zginęło dwoje kierowców, a w tym trzykrotny mistrz świata- Ayrton Senna. Być może dzięki śmierci mistrza mieliśmy 20 lat bez śmiertelnych wypadków.
Śmierć Senny była pierwszą po dwunastoletniej przerwie, ponieważ w sezonie 1982 również zginęło dwoje kierowców, w tym wicemistrz Gilles Villneuve. Sezon ten był pod pewnym względem przełomowy, bo do roku 1982 w F1 zginęło 28 kierowców, a w późniejszym czasie jedynie trzech.
Zmiany w bezpieczeństwie są niezbędne, tym bardziej przy coraz szybszych bolidach. HALO ma za zadanie ratować życie kierowców. Być może w przyszłości uda się wprowadzić bardziej estetyczne rozwiązanie, ale tymczasowo trzeba się pogodzić z nowym elementem bolidów, aby nie poszerzać tragicznego dorobku F1.
Komentarze
Prześlij komentarz